Katolicyzm otwarty

Nie postrzegam wiary jako stanu raz na zawsze zamrożonego, lecz widzę ją jako ogromną rzekę miotaną konfliktami i napięciami, która raz się burzy, raz płynie spokojnie. Czasem woda w rzece natrafia na zakole i "robi sobie przystań", wtedy wydaje się, że wiara obumarła, wystarczy jednak niewielki wstrząs, by wszystko się zmieniło.

Ks. Józef Tischner, Ksiądz na manowcach, Kraków 1999, dostępne w "Myślach wyszukanych" w serwisie Tischner.pl



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak naprawdę istnieje według mnie tylko katolicyzm otwarty, bo jaki inny może istnieć? Powiem więcej: żadnego innego katolicyzmu nie znam. Nie bardzo widzę, co można mu przeciwstawić. Otwartość chrześcijaństwa wynika z postawy Jezusa, a więc istnieje od samego początku: „nie przyszedłem do tych, którzy się dobrze mają”. Prawdziwy Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele rzymskokatolickim – ale nie tylko w nim wyłącznie, bo i poza nim znajdują się liczne dobra zbawcze i prawdy wypływające ze wspólnego dziedzictwa apostolskiego – ten Kościół, w który wierzę, z Apostołów i Męczenników, ożywiany przez Ducha Świętego, w istocie swej jest otwarty na każdego człowieka, na świat, jest śmiałym zanurzeniem się w mętne i groźne wody jeziora, jakim jest historia. Kościół powinien nieustannie, narażając się na odrzucenie, pokornie, ale też z radością i afirmatywnie wobec świata, wychodzić naprzeciw człowieka w poszukiwaniu człowieka. Jak św. Paweł, jak św. Franciszek.

Kościół otwarty to Kościół o ludzkiej twarzy, miłosierny, odważny, nieszukający swego, mądry, cichy, choć „głośny” w głoszeniu zasad prawdziwie ewangelicznych, i skromny... Chrystus jest wzorem otwartości: kimś, kto z „miłującym krytycyzmem” inspiruje człowieka, przychodząc do najbardziej odrzuconych i znienawidzonych. Nie szuka bezpieczeństwa, nie chowa się za instytucją, ale szanując ludzką wolność wzywa do nadstawiania drugiego policzka i niestawiania oporu złemu, co wcale nie oznacza relatywizmu czy naiwności.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chrystus może być modelem otwartości?

Nie tyle może, co nim jest w stopniu najdoskonalszym. Otwartość Chrystusa wyrażała się m.in. w łamaniu kulturowych (także obwarowanych religijnym prawem) barier: wśród Jego uczniów były kobiety, nieczystej Samarytance jako pierwszej objawił, że jest Mesjaszem. Wysłał uczniów do wszystkich narodów, przez co przełamał barierę dzielącą Żydów i pogan. Ale najistotniejsza była jego otwartość na grzeszników. Nie miał sekciarskiej chęci gromadzenia wokół siebie ludzi wyłącznie doskonałych. Rozmawiał z każdym. Z rzymskim oficerem – wrogiem i poganinem, którego nazwał wzorem wiary. Z faryzeuszami, do których przychodził na każde zaproszenie. Ci za każdym razem go wyrzucają, osądzają, poniżają – a On przyjmuje każde kolejne zaproszenie. Wielokrotnie jako wzór wiary wskazywał Samarytan (heretyków) lub celników (uważanych powszechnie za złodziei).

Ks. bp Grzegorz Ryś, "Kto posiada prawdę", Tygodnik powszechny, 5 kwietnia 2011
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kościół nie powinien wyręczać ludzkiego sumienia poprzez udzielanie człowiekowi gotowych odpowiedzi na dręczące go pytania, lecz zakorzenić go w niejednoznacznej logice Ewangelii. Chrześcijanin nie tyle powinien się podporządkować, ile powinien myśleć.

 Jan Mencwel, Misza Tomaszewski, "Katolicyzm fair trade", Kontakt, lato 2011

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Otwartość nie oznacza, że katolicyzm nie stawia wymagań albo że prawdy wiary 
można dowolnie przyjmować lub odrzucać. Otwartość opiera się na przekonaniu, że nikogo nie można przekreślać, bo każdy człowiek jest zdolny odpowiedzieć Panu Bogu tak, jak On tego oczekuje. Wszyscy przecież są przez Niego zaproszeni. Nie można więc katolicyzmu dzielić, a jeśli potrzebuje on przymiotników, to tylko tych, które czynią go jeszcze bardziej zapraszającym i przekonującym.

Katolicyzm nie ma nic wspólnego z nawracaniem ludzi za pomocą miecza (i nie mam tu na myśli wyłącznie zamierzchłej przeszłości, kiedy w taki sposób nawracano na przykład Litwinów) ani z budowaniem własnej kapliczki, dzięki której poczujemy się wreszcie świetnie, jako jedyni wybrani i zawsze słuszni. Katolicyzm jest jednoznaczny w swoich zasadach i wymaganiach, ale nie przynosi gotowej odpowiedzi unieważniającej wszelkie pytania czy trudności. Przypuszczam, że jest tak, jak napisał Jerzy Liebert w wierszu "Jeździec": "Uczyniwszy na wieki wybór,/ każdej chwili wybierać muszę...".